Wyliczanki

Jedziemy na wycieczkę,
bierzemy misia w teczkę,
a misiu fiku-miku,
narobił w teczkę siku.
A teczka była chora,
więc poszła do doktora.
A doktor był pijany,
przykleił się do ściany.
A ściana była mokra,
przykleił się do okna.
A okno było duże,
wyleciał na podwórze.
Na podwórzu były koty,
i podarły mu galoty.

 

Za stodołą w starym pudle
całowały się dwa wróble.
A nad nimi wrona kracze:
nie całować się, smarkacze!

 

Dziadek Basi był górnikiem,
kopał dziury pod śmietnikiem,
a że nie miał on łopaty,
kopał łyżką od herbaty.

 

Na wysokim moście
bili się dwaj goście.
Tego szkoda, tego szkoda,
wyrzucamy tego smroda!

 

Poszła Tola na wagary,
wzięła z sobą plecak stary.
A w plecaku dziura była,
prawie wszystko pogubiła.
Co w plecaku jeszcze tkwi,
powiesz teraz właśnie ty...

 

Elemele-dudki,
gospodarz malutki,
gospodyni garbata,
a ich córka smarkata.

 

Idzie wąż wąską dróżką,
nie porusza żadną nóżką.
Poruszałby, gdyby mógł,
lecz wąż przecież nie ma nóg!

 

Lato, lato, już po lecie,
gruby facet już na mecie.
Na wirażu dodał gazu
i się znalazł na cmentarzu.
Na cmentarzu krzyki, ryki,
grają w piłkę nieboszczyki.

 

Opowiem ci bajkę,
jak kot palił fajkę.
A kocica papierosa,
upaliła kawał nosa.
Prędko, prędko po doktora,
bo kocica bardzo chora.
Przyjechał doktor z wielkim brzuchem,
a kocica pod kożuchem.
Przyszedł doktor z nożycami,
a kocica z kociętami.
Przyszedł doktor z lekarstwami,
a kocica z pazurami.
Doktor mówi: Co to? Co to? 
Wziął za ogon, rzucił w błoto.

 

Tere-fere kuku,
strzela baba z łuku.
Strzelałaby z rewolweru,
lecz się boi huku.

 

Strony