Ballada o szklanym rycerzu

Był sobie rycerz niesłychany
Jedyny w świecie, dawno temu
Od stóp do głów był całkiem szklany
I sam nie wiedział czemu...
W dodatku daje słowo
Miał dusze kryształową
By chronić ciało kruche
Zawijał się w poduchę
A z oczu przeciwnika
Po prostu... znikał.

(pobrzmiewa dźwiękiem szkła ballada ta)

Pewnego dnia z samego rana
Dobiegł go z góry czyjś płacz rzewny
Tyle że góra była szklana,
A płacz to był królewny.
Z pomocą rycerz ruszył w górę
A byłem przy ty, dobrze wiem
Że zapłakali gapie chórem
Gdy szkło zderzyło się ze szkłem!

(pobrzmiewa dźwiękiem szkła ballada ta)

Gdy opadł pył i ucichł hałas,
Zabłysnął diamentowy miecz
Gawiedź zupełnie oniemiała-
Królewna zresztą też
A rycerz schował tajną broń
Poprawił są fryzurę
I już królewna biegnie doń
Już ma królewska córę

(pobrzmiewa dźwiękiem szkła ballada ta)

Wyjawię teraz tajemnicę,
Którą nie każdy jeszcze zna
To był niezwyciężony rycerz
Z hartowanego szkła.

sł. Ryszard Dreger