Uwaga, bo nadciąga … weekend loading, więc baw się baw…

Witajcie kochani 😉 No i rozkasłała się i mała i duża.. na dokładkę! Mam nadzieję że to chwilowe, i prędko minie, bo piąteczek nadciąga, a wraz z nim wielkimi krokami nadciąga to co mamuśki i dzidzie kochają najbardziej, czyli kolejny odlotowy weekendzik! 😉

Dzisiaj prędko prędko, trzeba wykorzystać każdą okazję, kiedy dzieci śpią.. Dzień był długi ale wyjątkowo energiczny, zużyłam dzisiaj olbrzymie pokłady energii, które wystarczyłyby na cały przyszły tydzień ;-P weekend będzie to trzeba akumulatory naładować na maxa! 😀 a świadczy o tym chociażby fakt, że od rana dopiero teraz mam chwilę, by wreszcie napić się pysznej aromatycznej kawy… Ooo! Kawo, tak mi Ciebie brakowało!

Co się działo? Oj działo się, działo! Tańce, hulanki i swawole 😀 buahahahaha.. zdarłam już drugą parę spodni, a to już o czymś świadczy 😛 chociażby o tym, że „stare baby” nie powinny latać na czworaka po chałupie 😀 z raczkowania wyrosłam na bank już dawno temu.. Wygłupom nie było końca! Bieganie, tupanie, skakanie, turlanie, śmichy i chichy, wszystko to bez reszty wypełniło nam czas. Dzidzia biegała z pchaczem, a potem dreptała już bez niego. Potem rzucałyśmy piłkę, potem się ścigałyśmy na kolanach, samochody dziś poszly w odstawkę, za to krzesło obrotowe to zajefajna zabawa i chociaż mamuśka schodzi z niego jak z rollercoastera prawie na czworaka, to i tak nie rezygnuje z tej formy zabawy, chociażby po to, by usłyszeć radosny chichot małej Weroniczki. Wszystko po to by jak najlepiej i najowocniej wykorzystać ten wspólnie spędzany czas.

Grubo po czwartej mamuśka szykuje Werkę, by wreszcie odebrać Wiki z przedszkola, pomimo mocnych sprzeciwów Wikusi, udaje się ją wreszcie przejąć, celem doprowadzenia młodocianej do miejsca zwanego „dom” buahahaha… <żart taki> Po drodze pomimo kaszlu i kataru, nie możemy tak po prostu przejść obojętnie obok placu zabaw, tak więc rzucamy się na niego jakbyśmy widzieli po raz pierwszy. Wiktoria okupuje gniazdo bocianie, Werka z mamuśką – huśtawki.. Po huśtawkach – piaskownicę… Po piaskownicy – olbrzymią piaskownicę.. Weronisia zachwycona, mmmm jaka pycha, tak super w buzi trzeszczy piach z piaskownicy, szkoda tylko, że mama zabroniła jeść kamyki, patyki i inne smakołyki znajdujące się w zasięgu małych rączek… O gustach i guscikach się nie dyskutuje, nawet w kwestii smaków i smaczków.. bo na przykład ja nie gustuję w piachu, Wiki z tego co pamiętam również nie, raz spróbowała jak piach smakuje, a skończyło się strasznym wrzaskiem pełnym przerażenia i rozpaczy 😀 buahahaha..

Krótka przerwa na zjeżdżalnię, i znowu kopiemy i grzebiemy w piachu, kopie Wiki, kopie Wera, kopie też mamuśka… Kiedy czas już zebrać się do domu, Wiki jako pierwsza protestuje że nie chce jeszcze pójść, ale stanowczy ton głosu mamuśki nie pozwala na dalsze dyskusje.. Dzięki dzieciom przypomniałam sobie, jak tom było kiedy sama byłam dzieckiem, ile szaleństwa i radości było w codziennym życiu, tak że nigdy nie było ono szare 😉 A wy? Pamiętacie swoje dzieciństwo?

Podziel się na:
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Blip
  • Śledzik
  • Kciuk.pl
  • Twitter
  • MySpace
  • Grono.net
  • LinkedIn
Categories: Bez kategorii
This post was written by , posted on Lipiec 18, 2019 czwartek at 11:24 pm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udowodnij, że jesteś człowiekiem - przepisz tekst z obrazka

W polu wprowadzania wpisz znaki z obrazka