A cóż to za czupiradło?

 

A cóż to za czupiradło
na ulicę z bramy wpadło
i przechodniów roztrącając,
robi susy niby zając?
Włosy niczym snopek siana,
kurtka źle pozapinana,
przy rękawie szalik fruwa,
z teczki piórnik się wysuwa...
Bułka w zębach...W ręku kredki...
Jeden trzewik bez skarpetki,
rozwiązane sznurowadło...
Sapie, tupie czupiradło.
Wiecie kto to? Nie do wiary!
To do szkoły pędzi Marek...
Ze zgorszeniem ludzie obcy
oglądają się za chłopcem.
Biec ulicą? Hałasować?
To jest dobre dla głuptasów.
Wie, Jak trzeba się zachować,
Janek, uczeń drugiej klasy!
Czysta czapka i mundurek,
a w tornistrze kilka książek.
Wolno sobie maszeruje-
wpół do ósmej jest, więc zdąży.
Grzecznie się znajomym kłania,
uśmiechają się do niego.
Myślę, że ze sprawowania
zawsze piątkę masz, kolego?
Miły spacer o poranku.
Trzeba teraz minąć skwerek...
Powodzenia życzę, Janku!
Zaświergotał mu wróbelek.
Idzie Lidka przez ulicę
zajadając wiśnie.
Pac, pac! Pestki dookoła
rozrzuca bezmyślnie.
Pustą torbę szur na ziemię!
Jabłko teraz zajada...
Smaczne było, a ogryzek?
Bęc! Na asfalt spada...
Cóż, że później na ogryzku
niejeden przechodzień może potknąć się, poślizgnąć.
Ludce to nie szkodzi. Mama rano Basi dała.
na drogę cukierki.
Pyszne były! Basia wrzuca
do kosza papierki. Chcecie czystą mieć ulicę,
w swym kochanym mieście?
Sami dbajcie o porządek,
z Basi przykład weźcie!
Na chodniku przy krawędzi nieruchomo człowiek stoi.
Suną auta, tramwaj pędzi...
A on widać przejść się boi.
Ba! To przecież niewidomy!
Znak kalectwa - biała laska.
Pewno chciałby szepnąć komu: "Przeprowadźcie, jeśli łaska...
"Ale spójrzcie na Helenkę, już się zbliża nie wołana:
"Proszę trzymać mnie za rękę,
przeprowadzę zaraz pana”.
Stop! Czekajcie teraz, dzieci,
nie wolno iść dalej,
bo czerwona lampa świeci
na świetlnym sygnale.
O, już żółte światło mruga...
A teraz zielone!
Nie czekaliśmy zbyt długo
- marsz! Na drugą stronę.
“Znam sygnały - Jaś się chwali-
Mój brat jest harcerzem,
nauczył mnie doskonale
jak chodzić należy!
Spojrzę w lewo, później w prawo.
Poprzez pasy białe
idę szybko, bez obawy.
Ot, zadanie całe!
Ale Tadzik nie chce czekać...
Na jezdnię wybiega...
Między auta wszedł. Ucieka!
Gwizdek się rozlega.
Stój głuptasie, Wracaj mały!
Łatwo o wypadek!
Zgrzyt hamulców... Co się stało?
Boże! Gdzie Jest Tadek?
Zatrzymały się tramwaje...
Trąbią aut klaksony...
Tadzik leży. Nie, już wstaje...
rękę ma skrwawioną.
Pan policjant go prowadzi...
Ktoś pomóc się stara.
Głośno płacze Tadzik...
Sam siebie ukarał.
Trolejbusem zatłoczonym
Zbyszek dziś do szkoły jedzie.
Na ulicę zagapiony,
z nosem tuż przy szybie siedzi.
Cóż, że jakaś babcia obca
z trudem w ścisku się przepycha,
że ktoś często trąca chłopca,
że staruszek jakiś wzdycha...
Że ktoś krzyczy, ktoś się żali...
Tak się przecież dzieje co dzień.
Zbych ma miejsce. Jedzie dalej.
Tłok zuchowi nic nie szkodzi.
Jaki dzisiaj dzień wesoły!
Tyle słońca lśni na Wiśle.
Tomek wraca już ze szkoły.
o zabawie w piłkę myśli.
Tramwaj pędzi prosto, prosto...
Deń, deń! Dzwonek się odzywa.
Stop. Przystanek już za mostem,
pasażerów znów przybywa.
Miejsc zabrakło. W przejściu, siwa,
z pakunkami, stoi pani.
“Proszę usiąść” - Tom się zrywa,
“O, dziękuję ci, kochanie”.
Dziewięć wierszy w tej książeczce - dzieci dziewięcioro...
Które dzieci czytelnicy polubią? Wybiorą?
Gdy o każdej historyjce pomyślisz z osobna,
powiedz szczerze: które z dzieci do ciebie podobne?
 
Autor wiersza: